Uncategorised

Słynni parafianie

Benedykt Bornstein (1880-1948) – wybitny polski filozof, więzień Pawiaka, w l. 1945-1948 profesor filozofii na Uniwersytecie Łódzkim. Jego żona Jadwiga z Goldmanów Bornstein (1877-1971) była kustoszem Centralnej Biblioteki Pedagogicznej w Łodzi. Pochowani na cmentarzu ewangelicko-reformowanym w Warszawie. Wanda Falkowska (1924-1992) – autorka artykułów i reportaży o tematyce sądowej i społeczno-prawnej oraz powieści, działaczka „Solidarności”, działała w Komitecie Prymasowskim .

Jadwiga z Knollów Geyer (1864-1944) – córka warszawskich przemysłowców, żona łódzkiego fabrykanta Eugeniusza Geyer (1849-1928), razem z mężem podarowali plac pod budowę naszego kościoła. Jadwiga Geyerowa razem z córkami Anną Klawe (1890-1964) i Marią Lubieńską (1896-1963) ufundowały trzy ławki w kościele. Pochowana na starym cmentarzu na Ogrodowej w Łodzi w grobowcu Geyerów.

Wiesław Gerlicz (1872-1933) – ze starej rodziny ziemiańskiej wyznania ewangelicko-reformowanego, poseł na Sejm II RP, współzałożyciel spółki kolejowej „Siła i Światło”. Jego brat Oskar Gerlicz (zm.1941) był prezydentem Zgierza.

Jerzy Jelen (1900-1942) – pastor parafii łódzkiej w l. 1935-1941, aresztowany przez Gestapo, więzień Radogoszcza, zgniął w Dachau.

 

Natalia Jelinek – pierwsza kobieta delegatka na Synod Kościoła Ewangelicko-Reformowanego w 1922 roku.

 

Teodor Junod – Szwajcar, właściciel pierwszego łódzkiego kina „Urania” i ojciec słynnego aktora Eugeniusza Bodo (1899-1943)

 

Rudolf Langrod (1874-1957) – znany adwokat i notariusz w Wiedniu, Warszawie i Łodzi, w okresie międzywojennym ekspert z zakresu prawa handlowego. Pochowany na łódzkim cmentarzu ewangelicko-reformowanym.

 

Witold Pogorzelski (1895-1963) – wybitny polski matematyk, profesor uniwersytetów w Łodzi i Warszawie, w naszym kościele wziął ślub w 1929 roku, po II Wojnie Światowej był członkiem parafii. Pochowany w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie

 

Adam Próchnik (1892-1942) – publicysta, działacz socjalistyczny (PPS), w l. 1928-30 poseł na Sejm II Rzeczpospolitej. W 1925 roku wziął ślub w naszym kościele. Pochowany na cmentarzu ewangelicko-reformowanym w Warszawie.

 

Edmund Nekanda-Trepka (1880-1964) – pochodził ze starej rodziny ziemiańskiej wyznania ewangelicko-reformowanego, inżynier chemik. W l. 1945-1958 był profesorem i później dziekanem Wydziału Chemii Politechniki Łódzkiej, a po przenosinach do Warszawy na Politechnice Warszawskiej. Pochowany na cmentarzu ewangelicko-reformowanym w Warszawie.

Wiktor Wagner (*25.11.1868 †17.07.1951), urodził się w Słucku jako drugi z trzech synów Pawła Wagnera (*1824 †1882) i Anny ze Schwenbergerów (*1837 †1905).
Wagnerowie byli ziemiańską szlachecką rodziną kalwińską, z dawna osiadłą na Litwie. Ojciec Wiktora, Paweł Wagner – jak głosi napis na jego warszawskim grobie – był professorem nauk przyrodzonych , nauczycielem w słynnej Akademii kalwińskiej założonej w Słucku przez Radziwiłłów. Jednak po powstaniu styczniowym i laicyzacji szkoły, prawdopodobnie na początku lat 70. XIX w. rodzina przeniosła się do Warszawy. Także i tu Adam Wagner uczestniczył w życiu zboru ewangelicko-reformowanego do swej śmierci w 1882 r. W ślady ojca poszli też synowie. Starszy brat Wiktora – Bronisław Wagner, lekarz oftalmolog – w latach 90. XIX w. był nawet członkiem Kolegium Kościelnego zboru warszawskiego.
     Wiktor Wagner po ukończeniu szkół podstawowych i odbyciu przepisowej praktyki zawodowej w aptekach warszawskich, 28 września 1893 r. uzyskał stopień prowizora farmacji b. Medycznego Fakultetu Imperatorskiego Uniwersytetu Warszawskiego . Potem przez siedem lat pracował w Łodzi, gdzie zatrudnił się w aptece szpitala Scheiblera na rogu ul. Przędzalnianej i Milionowej, a także w aptece szpitala Czerwonego Krzyża. Tu poznał swą przyszłą żonę, Elfrydę Binekównę (*02.10.1879 †21.01.1970), córkę wdowy, gospodyni (intendentki) szpitala Scheiblera – Otylii. Binekowie byli rodziną ewangelicko-augsburską, znaną później w Łodzi ze swej działalności w Towarzystwie Polaków-Ewangelików.
Mając pracę w Łodzi, Wiktor Wagner tutaj zamieszkał z żoną i tu urodziło się ich dwoje najstarszych dzieci: Anna (*1901 †28.03.1919) i Wacław (*27.07.1905 †03.06.1980). W Łodzi w 1905 r. zmarła też matka Wiktora – Anna Wagnerowa. Po jej śmierci Wiktor Wagner wyjechał z rodziną do Tomaszowa Mazowieckiego, gdzie również pracował w aptece, i gdzie urodził się mu kolejny syn – Kazimierz (*16.01.1907 †03.11.1964).
     Po kilku latach Wagnerowie wrócili do Łodzi. Rodzina powiększyła się też o najmłodszego z czwórki rodzeństwa – Zbigniewa (*02.02.1912 †12/13.03.1945). Do końca I wojny światowej Wiktor Wagner dzierżawił łódzkie apteki Wierzbickiego i Łabudzińskiego. Przez wiele lat mieszkali w domu na rogu Głównej i Kilińskiego, na I piętrze, nad apteką Hamburgera, przy czym mieszkanie ich połączone było wewnętrznymi drzwiami z laboratorium i salą posiedzeń Towarzystwa Aptekarzy, którego Wiktor Wagner był głównym działaczem i animatorem.
Koniec I wojny i ogłoszenie niepodległości otworzyły nowe możliwości. Po odbyciu półrocznych kursów dla okręgowych inspektorów farmaceutycznych zorganizowanych jeszcze przed końcem wojny na Uniwersytecie Warszawskim przez Ministerstwo Zdrowia Publicznego, Opieki Społecznej i Ochrony Pracy, Wiktor Wagner dostał nominację na inspektora farmaceutycznego. Zajął się organizacją tego urzędu przy Wydziale Zdrowia Województwa Łódzkiego i pracował na tym stanowisku przez 18 lat, to jest do przejścia na emeryturę w 1935 r. Za swoje zasługi dla rozwoju farmacji, otrzymał wtedy od ówczesnych władz koncesję na uruchomienie w Łodzi własnej apteki. Ponieważ nie dysponował potrzebnymi do tego funduszami, wszedł w spółkę z magistrem farmacji Albertem Alojzym Zieglerem, który poniósł koszty urządzenia apteki na ul. Piotrkowskiej vis á vis Grand Hotelu.
     Z wybuchem wojny, w grudniu 1939 r. Niemcy wysiedlili rodzinę Wiktora Wagnera z zajmowanego przy ul. Żwirki mieszkania, odebrano mu także aptekę, którą po podpisaniu volkslisty przejął w całości Albert Ziegler. Pozbawieni domu i środków do życia, w lutym 1940 r. Wagnerowie wyjechali do Warszawy, gdzie mieszkali już ich żonaci synowie. Po upadku powstania warszawskiego i opuszczeniu Warszawy, ostatecznie w lutym 1945 r. powrócili do Łodzi do swego przedwojennego mieszkania.
     W Łodzi Wiktor Wagner uruchomił odzyskaną aptekę i prowadził ją do swej nagłej śmierci latem 1951 r. Został potrącony przez samochód na ul. Piotrkowskiej, przed apteką. Miał 82 lata. Elfryda Wagnerowa, zmarła wiele lat później w Warszawie, w początku 1970 r. Wiktor Wagner i jego żona zostali pochowani na Cmentarzu kalwińskim w Warszawie przy ul. Młynarskiej, w tym samym grobie co wcześniej jego starszy brat Bronisław.
     Przez całe swe czynne życie zawodowe Wiktor Wagner zaangażowany był w najróżnorodniejsze prace społeczne, działalność zboru ewangelicko-reformowanego oraz Towarzystwa Polaków – Ewangelików w Łodzi. Jako młody człowiek, po przyjeździe do Łodzi wybrany został na sekretarza „Macierzy Szkolnej”, która organizowała za czasów carskich polskie tajne nauczanie. Brał udział w pracach Towarzystwa Kolonii Letnich dla Dzieci. Podczas I wojny światowej pracował jako sekretarz w Sekcji Farmaceutycznej Polskiego Komitetu Obywatelskiego, współdziałał z Polskim Czerwonym Krzyżem w Sekcji zaopatrywania potrzebujących w leki i środki opatrunkowe.
     Po I wojnie został prezesem Polskiego Towarzystwa Farmaceutycznego w Łodzi, i organizatorem sekcji naukowej tego Towarzystwa. zakładając przy nim laboratorium analityczne. Za zasługi około podniesienia zawodu farmaceutycznego, w 1930 r. otrzymał Złoty Krzyż Zasługi. Przez kilka lat (do 1938 r.), gdy do szkoły tej chodzili jego synowie, pełnił obowiązki przewodniczącego Koła Rodziców Gimnazjum im. J. Piłsudskiego w Łodzi, późniejszego 3 LO. Był także prezesem Kolegium Kościelnego Parafii Ewangelicko-Reformowanej w Łodzi. W domu Wagnerów gromadzili się liczni aptekarze jak i łódzcy działacze obu Kościołów ewangelickich. Szczególna przyjaźń łączyła Wiktora Wagnera z ks. Ludwikiem Zaunarem i ks. bp Karolem Kotulą.
Po II wojnie, po powrocie do Łodzi, Wiktor Wagner przez rok organizował od nowa pracę wspomnianego Szkolnego Koła Rodziców (choć synowie już szkołę ukończyli). Wznowił działalność Sekcji Naukowej przekształconej na Oddział Łódzki Polskiego Towarzystwa Farmaceutycznego, był członkiem Komisji Laboratoryjno-Analitycznej przy Okręgowej Izbie Aptekarskiej w Łodzi oraz członkiem Kolegium Kościelnego.
     Równie aktywny udział w życiu społecznym i kulturalnym Łodzi, a później Warszawy, brali trzej synowie Wiktora Wagnera – Wacław, Kazimierz i Zbigniew. Informacje o tym znaleźć można w pracy Szulców o Cmentarzu Ewangelicko-Reformowanym w Warszawie.
     Źródła: Dokumenty rodzinne w posiadaniu red. Krzysztofa Wagnera (wnuka Wiktora Wagnera) oraz B.Kopczyńskiej-Jaworskiej, jak również wspomniana publikacja Szulców.
Informacje z życiorysu i zachowanych dokumentów Wiktora Wagnera; oraz J. i E. Szulcowie, Cmentarz Ewangelicko-Reformowany w Warszawie, Warszawa 1989, s. 262; APŁ, UWŁ, sygn. 1165.

 

Ludwik Zaunar (1896-1945) – pastor parafii łódzkiej w l. 1922-1935, po Powstaniu Warszawskim wywieziony do obozu Dachau, gdzie zginął w lutym 1945 roku.

 

Remont kościoła 2012

Cmentarz ewangelicki

 



ul. Rejtana 12

 

 

 Cennik:

 

Dzierżawa (20 lat) - 1500 zł, dzierżawa dla parafian opłacających składki - 750 zł , odnowienie dzierżawy - 40% ceny, ustawienie pomnika - 10% wartości, użyczenie kościoła - 200zł, posługa duchownego dla osób nie będących członkami parafii - tel., pozwolenia na ustawienie pomnika oraz budowę grobu głębinowego uzyskać można w kancelarii parafii ewangelicko-reformowanej w Łodzi.

 

 

 

Parafia Ewangelicko-Reformowana w Łodzi
ul. Radwańska 37
Tel. (42) 637 74 44
Kancelaria czynna jest w godzinach 10-14 (we wtorek nieczynna).
Nr konta:
PL 24 1140 2017 0000 4402 0329 4725

 

 

Duchowni parafii

Biogramy łódzkie (fragmenty słownika):
http://bit.ly/2csCXN3

Kup teraz ten słownik w wersji papierowej:
http://bit.ly/1NnrMyv

Wydawnictwo Nukowe Semper:
http://semper.pl

Księgarnia Naukowa Semper
http://semper.istore.pl

 

fryderyk jelen1888-1903 Fryderyk Jelen, administrator z Warszawy

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

wladyslaw semadeni1903-1905 Władysław Semadeni, administrator z Żychlina

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

stefan skierski1905-1910 Stefan Skierski, administrator z Warszawy

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

tomasz tosio21910-1918 Tomasz Tosio, administrator z Serejów (Litwa)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

stefan skierski1918-1922 Stefan Skierski, administrator z Warszawy

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ludwik zaunar1922-1936 Ludwik Zaunar, pierwszy pastor na miejscu

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

jerzy jelen1936-1941 Jerzy Jelen, wywieziony do Dachau

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

1941-1945 kościół zamknięty

 

emil jelinek1945 Emil Jelinek, wyjechał do Czechosłowacji

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

kaziemirz ostachiewicz1945-1949 Kazimierz Ostachiewicz, repatriant z Wilna

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

jaroslaw niewieczerzal1949-1972 Jarosław Niewieczerzał

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

1972-1974 Zdzisław Tranda

 


jerzy stahl1974-1989, 1992-1995 Jerzy Stahl

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

1989-1991 Roman Lipiński

 


marek izdebski1991-1992 Marek Izdebski

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

od 1996 Semko Koroza

 

Parafia obecnie

Od czasu napisania przez Natalię Małachowską powyższego tekstu minęło już parę lat. Czas nie stał dla nas w miejscu. Trudno jest jednak odtworzyć dziś wiele wydarzeń. To podkreśla zresztą tylko wagę, jaką powinniśmy przywiązywać do kronikarstwa, bo potomni nie będą już mieli takiej łatwości odtwarzania naszych dziejów, jaka była częstokroć naszym udziałem.

Spróbuję jednak powiedzieć o paru rzeczach, które wydają się ważne dla najnowszej historii zboru łódzkiego.


Bardzo istotne było osiągnięcie finansowej samodzielności. Nie jest to wydarzenie z gatunku czysto „duchowych”. Oddaje jednak nasz stosunek do współodpowiedzialności za zbór. Chcemy sami utrzymywać nasz Kościół. Nie odbywa się to oczywiście bezboleśnie. Wymaga od nas dostrzeżenia konieczności ponoszenia wielokrotnie większych wyrzeczeń na rzecz zboru. Przynosi jednak, z Bożą pomocą, całkiem nie najgorsze rezultaty.

Od dawna już nie prosimy Konsystorza o dotowanie bieżących wydatków parafii. Sami płacimy nasze rachunki, ostatnio opłacamy też połowę wynagrodzenia proboszcza. Planujemy zresztą niedługo wziąć całość pensji pastora na swoje barki. Wtedy – poza sprawą nagłych i dużych wydatków, na przykład na remonty – bylibyśmy już zupełnie niezależni finansowo.

Piszę o tym dlatego, że przynajmniej tutaj, w Łodzi, postrzegamy to jako osiągnięcie pewnego rodzaju dorosłości, również w wierze. Jeśli bowiem naprawdę chcemy, by nasz Kościół istniał, musimy sami go budować.

Przez te lata dbaliśmy też o inne sprawy.

Nie będę podawał całej listy imprez, odwiedzin i innych form aktywności zborowej, jakie miały przez ten czas miejsce. Przypomnę o paru rzeczach, które na stałe wpisały się do naszego zborowego krajobrazu.

Zaczęło się od tego, że parę dobrych lat temu wpadliśmy na pomysł organizowania Święta Zboru. Z założenia nie miało to być szczególnie „poważne” wydarzenie. Po nabożeństwie – grillowanie, jedzenie sałatek i ciast, picie piwa. Stało się to trwałym elementem naszego kalendarza imprez. Odbywa się zawsze przed wakacjami. Od wielu lat jest doskonałym sposobem na wzajemne poznawanie się i budowanie naszej zażyłości.

Następnym tego rodzaju pomysłem są zborowe wycieczki. Było ich już kilka. Wybieraliśmy się razem do Pstrążnej, Istebnej, do czeskiej Pragi. Zawsze brało w tych wyjazdach udział ponad trzydzieści osób i wszyscy wracali zadowoleni. Te wspólne wyjazdy również bardzo dobrze wpływają na nasze wzajemne stosunki.

Mamy też wieczory gwiazdkowe, które oprócz typowych dla tego okresu i naszej refleksji teologicznej modlitw, życzeń, śpiewania kolęd, przynoszą nam kolejną okazję do bycia razem. Są też jeszcze jednym w ciągu roku „festiwalem ciast”. Nasze panie doszły już w ich wypiekaniu do takiej perfekcji, że trudno naprawdę myśleć przy tych okazjach o jakimkolwiek umiarze w jedzeniu. Nikt zresztą specjalnie się tym nie martwi...

Utrzymujemy w naszym zborze dwa partnerstwa z innymi parafiami ewangelicko-reformowanymi. Obie parafie znajdują się w Niemczech. W Weinheim i w Chemnitz. Pierwsze partnerstwo przez parę lat przeżywało zastój. Ostatnio udało nam się jednak je uaktywnić. Nasze Kolegium Kościelne odwiedziło Siostry i Braci mieszkających w Weinheim, potem delegacja stamtąd przyjechała do nas. Ostatnio natomiast mieliśmy ogromną przyjemność gościć ponad trzydziestoosobową grupę parafian z tego uroczego winnego zakątka regionu Niemiec.

Teraz planujemy już następne wymiany, następne spotkania...

Jeśli chodzi o parafię w Chemnitz, zawsze był to kontakt oparty na osobistych relacjach grupy naszych – na początku – młodych parafian oraz pastora Thoralfa Spiessa. W efekcie rozpoczęta została odbudowa domu w Pstrążnej. Teraz, po paru oficjalnych i wielu zupełnie nieoficjalnych wzajemnych odwiedzinach, to nasze partnerstwo można uznać za bardzo dobre.

Przez trzy kolejne lata organizowałem Dni Biblii w Łodzi, konferencje, które z założenia miały popularyzować Pismo Święte i jego kontekst kulturowo-historyczny wśród łodzian. Spotkania te gromadziły zawsze po kilkadziesiąt osób i odbijały się głośnym echem w mediach.

Ponad rok temu wznowiliśmy w naszym zborze godziny biblijne. Nie ma w tym może nic nowego i niespotykanego w tradycji reformowanej. Trzeba jednak uzmysłowić sobie, że przy braku czasu i coraz większym zapracowaniu (zwłaszcza młodych parafian), jest to przedsięwzięcie niełatwe do zorganizowania. Być może trudności tego rodzaju są naszą łódzką specyfiką. Teraz jednak mamy silną liczebnie grupę uczestników studiów biblijnych. Uczestniczy w nich przeważnie od dziesięciu do piętnastu osób. Są w tym gronie i ludzie bardzo młodzi i osoby nieco starsze. Szczerze mówiąc uważam, że powstanie, istnienie i działanie tej grupy jest jednym z ważniejszych osiągnięć „duchowych” w ostatnim okresie istnienia naszego zboru. Daje nam też bardzo konkretne, misyjne, nastawienie do otoczenia. Może – z Bożą pomocą – wspomóc nasz wzrost, również liczebny.<

W Łodzi, wiele lat temu, razem z p. Pawłem Wolskim-Brodzińskim, stworzyliśmy kwartalnik młodzieżowy „Wiosło”. Było to pismo kreowane w całości przez młodzież, która zajmowała się gromadzeniem informacji i kolportażem. Szybko staliśmy się popularni w całym Kościele. Do tej tradycji, do tego modelu „młodzieżowego głosu kościoła” postanowiła nawiązać kolejna grupa młodych ludzi spotykających się w naszej parafii. Stworzyli nową gazetkę, w zupełnie nowej szacie graficznej i nowym kształcie tematycznym. Zapytany o zgodę na wykorzystanie nazwy naszego „starego” pisma zgodziłem się na to z ogromną radością. W ten sposób kolejne pokolenie kontynuuje naszą dawną tradycję. „Wiosło” ukazuje się teraz nie jako kwartalnik, ale raczej „nieregularnik”. Wciąż jednak dociera do naszych domów i mówi o sprawach (tym razem tylko) naszych młodych Sióstr i Braci.

Co jakiś czas organizujemy też w naszym zborze nabożeństwa młodzieżowe. Bodaj przez kolejne cztery lata odbywały się u nas wspólne nabożeństwa komunijne dla trzech Kościołów Ewangelickich Rzeczypospolitej: reformowanego, augsburskiego i metodystycznego.

Przy naszej parafii powstał Instytut Tolerancji, o którym dość głośno jest nie tylko na naszym rodzimym gruncie. Wielokrotnie gościliśmy Oddział Regionu Łódzkiego Polskiej Rady Ekumenicznej, odbywały się też u nas spotkania ekumeniczne. Otwartość i chęć przekształcenia otaczającej nas „obcości” w „inność” jest dość częstym motywem naszego zborowego postępowania.

Od dawna, i to dość znacząco, włączamy się w różnego rodzaju działalność społeczną. Jakże inaczej mielibyśmy robić, jeśli mamy w sercach i pamięci przykład z czasów budowy kościoła, kiedy postanowiono odłożyć budowę (już rozpoczętą) i przeznaczyć pieniądze na posiłki dla bezdomnych. Teraz cokolwiek wymyślimy, nie będzie to tak szlachetne, jak czyn naszych przodków. Staramy się jednak, jak możemy – zbieramy pieniądze i inne dary dla ofiar jakiegoś nieszczęścia.

Mógłbym pisać wiele, ale tekst wykroczyłby daleko poza swoje ramy. Najważniejsze jednak jest nie to jak, ale to że kroczymy naprzód tą drogą, którą wytyczył dla nas Pan. Staramy się w naszym życiu realizować zasady służby, do jakiej wszyscy zostaliśmy przez Jezusa wezwani. Staramy się też dawać jak najlepsze świadectwo naszej wiary wszystkim, którzy na nas patrzą. I jeśli taka będzie Boża wola – o co się usilnie modlimy – będziemy to czynić dalej.

Organizacja życia w parafii kościoła ewangelicko-reformowanego w Łodzi

Życie wspólnoty w Łodzi jest bardzo zorganizowane, urozmaicone. Parafianie oprócz coniedzielnych nabożeństw spotykają się na spotkaniach po nabożeństwach, przy kawie i herbacie. Spotkania te mają charakter religijno-towarzyski. Działa Szkoła Niedzielna dla dzieci (podczas nabożeństw). Organizowane są spotkania młodzieżowe, tzw. godziny biblijne, wycieczki. Dwa razy do roku prawie wszyscy członkowie parafii spotykają się na świętach zborowych. Za najważniejsze święto w Zborze uznaje się Wielki Piątek. Wtedy to największa liczba parafian uczestniczy w nabożeństwie.

Wnioski z obserwacji nabożeństwa w Kościele ewangelicko-reformowanym w Łodzi

Nabożeństwa w kościele ewangelicko-reformowanym w Łodzi odbywają się w każdą niedzielę o godzinie 10.00. nabożeństwo trwa około 50 minut. Składają się na nie czytanie Biblii, jej interpretacja czyniona przez pastora podczas kazania, śpiewy pieśni, wspólne odmawianie modlitw. Na ławkach w kościele porozkładane są zbiory pieśni oraz egzemplarze Biblii. Pastor ma na sobie rodzaj togi, nie używa mikrofonu.

Średnia liczba parafian na coniedzielnych nabożeństwach to około 30-40 osób. W tylnej części kościoła rozłożone są liczne wydawnictwa książkowe, czasopisma o tematyce religijnej. Po skończonym nabożeństwie parafianie i pastor podchodzą do siebie, witają się, rozmawiają, wspólnie udają się na spotkanie w sali w budynku obok.

KOŚCIÓŁ JAKO WSPÓLNOTA

Społeczność kościoła ewangelicko-reformowanego w Łodzi jest społecznością niewielką. Liczy dokładnie 137 konfirmowanych parafian. Założyłyśmy, że wielkość wspólnoty wpływa na jej jakość. Żeby zweryfikować naszą hipotezę przeprowadziłyśmy kilkanaście wywiadów z członkami tego kościoła. Zgromadzony materiał to kilka kaset magnetofonowych. Niewątpliwym mankamentem zastosowanej przez nas metody badawczej było nie korzystanie z „dobrodziejstw” doboru losowego czy celowego, w związku z czym istnieje niebezpieczeństwo braku reprezentatywności przeprowadzonych przez nas badań. To zaniedbanie tłumaczymy ograniczeniami czasowymi. Na obiektywne badania składające się w pierwszej turze z doboru celowego, w drugiej z losowego, potrzebne było znacznie więcej czasu, którego nie miałyśmy. Nasz dobór respondentów był w znacznej mierze przypadkowy, starałyśmy się jednak by byli to ludzie młodsi i starsi, kobiety i mężczyźni. Myślimy więc, że nasze badania można potraktować jako badania pilotażowe społeczności kościoła ewangelicko-reformowanego w Łodzi.

Przeprowadzone badania były wywiadami swobodnymi ze standaryzowaną listą poszukiwanych informacji (klasyfikacja Lutyńskiego). Interesowały nas trzy podstawowe zagadnienia, które uznałyśmy za ważne z punktu widzenia badanej społeczności:

  1. Indywidualne historie przynależności do kościoła. Czy członkowie zboru należą do niego z „dziada pradziada”, czy też przystąpili do wspólnoty dopiero w dorosłym życiu?
  2. Społeczność kościoła ewangelicko-reformowanego w Łodzi w oczach samych parafian, również pastora. Czy więzy charakterystyczne dla tej wspólnoty są więzami pierwotnymi, nacechowanymi emocjonalnością, trwałymi, czy też są to więzy wtórne, formalne, wyabstrahowane z wszelkiej uczuciowości? Czy jest to społeczność spójna wewnętrznie, zintegrowana, posiadająca własną tożsamość grupową?
  3. Jak kościół ewangelicko-reformowany w Łodzi jest postrzegany, zdaniem jego członków, przez społeczeństwo? Czy czują się wyalienowani, dyskryminowani? Jak oni postrzegają resztę społeczeństwa, katolików?

Z przeprowadzonych przez nas badań wynika, że większość parafian od urodzenia jest członkami kościoła ewangelicko – reformowanego. Według relacji pastora tylko około jedna trzecia parafian przystąpiła do kościoła dopiero w dorosłym życiu. Wielu parafian jest pochodzenia czeskiego. Rodzina przeprowadziła się z Czech uciekając przed kontrreformacją. To bardzo często pojawiający się w naszych wywiadach scenariusz wydarzeń. Z Czech przenosili się do Zelowa, który obok Bełchatowa i Kleszczowa jest największym skupiskiem ludzi tego kościoła w Polsce. Dopiero z Zelowa parafianie przenosili się do Łodzi, gdzie zakładali rodziny i osiedlali się na stałe. Nie zawsze wiązali się jednak z kalwinami. Z przeprowadzonych przez nas wywiadów wynika, że często w więzy małżeńskie wstępowali z katolikami. Tak na przykład mężczyzna około 50 lat z wykształceniem wyższym opowiada, że czuje się pokrzywdzony z powodu wychowania dzieci w Kościele katolickim przez żonę, która należy do tego kościoła. Inny znany nam przypadek jest wprost odwrotny. Ojciec parafianki, która udzieliła nam wywiadu, przeprowadził się z Czech do Zelowa, gdzie ożenił się z katoliczką. W wychowaniu dzieci obecne były pierwiastki zarówno katolicyzmu, jak i protestantyzmu, z przewagą jednak, za pełną zgodą matki, tych ostatnich. Dzieci mogły wybrać, do którego kościoła chcą należeć. Nasza respondentka mówi, że kościół katolicki daleki był jej duchowości, wybrała protestantyzm. Inna kobieta, z wykształceniem wyższym, około 30 lat, opowiada, że wychowywała się w Pabianicach, gdzie nie uczestniczyła w życiu wspólnoty. Do kościoła chodziła sporadycznie. Do uczestnictwa w życiu religijno-towarzyskim zachęcił ją, 10 lat temu, lider młodzieży tego kościoła, przysyłając zaproszenie na spotkanie młodzieży. Od tej pory aktywnie uczestniczy w życiu wspólnoty.

Jeśli chodzi o samą społeczność kościoła ewangelicko-reformowanego w Łodzi, to jest to społeczność bardzo zintegrowana. Zaryzykowałybyśmy nawet stwierdzenie, że dla członków tej wspólnoty charakterystyczne jest poczucie własnej wyjątkowości, wyższości nad katolikami. Co prawda, w przeprowadzonych wywiadach nie pojawia się ani razu wypowiedź mówiąca o tym wprost, jednakże analiza materiałów ujawnia takie przekazy implicite. Oto słowa jednego z parafian: Nie przychodzę do kościoła, żeby posiedzieć w ławce jak katolicy. Podkreśla swoje świadome uczestnictwo w nabożeństwie. Tym bardziej, że nie jest ono, według kanonu wiary tego kościoła, obligatoryjne. Na nabożeństwo przychodzi wtedy, gdy znajdzie czas w swoim napiętym harmonogramie i angażuje się w nie „całym sobą”. Takie zaangażowanie, jak również bardzo świadoma, głęboka wiara, charakterystyczna jest dla parafian tego zboru. Znajomość Biblii w tej społeczności jest bardzo dobra. Również wiedza dotycząca katolicyzmu i kościoła katolickiego jest duża.

Nabożeństwo jest ważnym czynnikiem integrującym. Trwa około jednej godziny i przyciąga wielu parafian. To co uderzyło nas podczas niedzielnej obserwacji w kościele, to metalowe tace, na które składane są ofiary. Nie są to zamknięte na klucz puszki, tak charakterystyczne dla kościoła katolickiego. Funkcjonowanie wspólnoty oparte jest na wzajemnym zaufaniu. To zaufanie „rzuciło się nam w oczy” również podczas obserwacji spotkania o charakterze towarzysko-religijnym, zaraz po nabożeństwie. Tu również zwróciłyśmy uwagę na tece, na które parafianie rzucali składkowe 2 złote (kawa, herbata). Tu nikt nikogo nie sprawdzał, a mimo to każdy zostawiał pieniądze.

Spotkania po niedzielnym nabożeństwie są bardzo silnym czynnikiem integrującym. Dla wielu z nas to jedyna okazja, żeby się spotkać, porozmawiać – mówi jedna z parafianek. Członkowie zboru mieszkają daleko od siebie, często w różnych dzielnicach, niektórzy poza Łodzią. Ci spoza miasta tylko w niedzielę ściągają na nabożeństwo, zaś po nim, na „herbatce”, mają jedyną okazję do spotkań ze znajomymi. Te spotkania maja charakter religijno-towarzyski, najczęściej zaś, według relacji parafian, przekształcają się w spotkania wyłącznie towarzyskie. Kościół organizuje również wiele innych imprez jednoczących społeczność (wycieczki za granicę do krajów protestanckich, wyjazdy do Zelowa, w góry, obozy dla młodzieży).

Dla społeczności tego kościoła charakterystyczne są partnerskie relacje księdza z parafianami. Pastor jest tylko jednym ze zboru, takim samym jak każdy inny, szeregowy parafianin – opowiada o sobie proboszcz tej parafii. W kalwinizmie bowiem nie ma stanu kapłańskiego, usytuowanego wyżej w hierarchii wiernych, gdzieś pomiędzy Bogiem a ludem (status pośrednika). moje koleżanki są zdziwione, kiedy pastor wpada do mnie do pracy, żeby pogadać – opowiada nam jedna z parafianek. Ksiądz tego kościoła dodaje, że dzięki niewielkiej liczebności parafian może pozwolić sobie na „jakościowe” relacje z wiernymi: odwiedza ich, rozmawia, uczestniczy w kolejnych narodzinach i zgonach.

W ocenie zarówno pastora, jak i samych parafian jest to społeczność bardzo zintegrowana, zżyta. Na spotkaniach po nabożeństwie czujemy się wspólnotą – mówi 30-letni parafianin z wykształceniem wyższym. Inna parafianka podkreśla, że lubi przychodzić na te spotkania, gdzie mile spędza czas. Jeszcze inna opowiada, że ludzie z kościoła stanowią jej krąg przyjaciół, wspólnie obchodzą święta. Mówi, że wszyscy znają się z widzenia, nie zawsze jednak z nazwiska. Nie wszyscy jednak uczestniczą w życiu wspólnoty. Jestem na rencie, zajmuję się domem. Nie mam czasu, żeby działać we wspólnocie – mówi jeden z naszych respondentów. Ten sam mężczyzna dodaje, że protestanci są milsi i nastawieni do siebie przyjaźniej niż katolicy. Uważa jednak, że są plotkarzami.

Badając społeczność kościoła ewangelicko-reformowanego szczególnie interesowało nas, czy jej członkowie czują się dyskryminowani, wyalienowani ze społeczeństwa, obcy. Jak postrzegają ich inni mieszkańcy Łodzi? Czy padają ofiarą stereotypizacji (stereotyp innowiercy)? Kofta i Sędek definiują myślenie stereotypowe jako ? przypisywanie ludziom pewnych cech tylko dlatego, że należą do pewnej grupy społecznej (Kofta, Sędek, 1999). Psycholog społeczny E. Aronson pisze, że stereotyp jest to ?generalizacja odnosząca się do grupy, w ramach której identyczne charakterystyki zostają przypisane wszystkim bez wyjątku jej członkom, niezależnie od rzeczywistych różnic między nimi (Aronson, 1997). W książce Stereotypy i uprzedzenia czytamy: Ludzie spostrzegają siebie i innych przez pryzmat grupowej przynależności (red. Chlewiński, 1992). Analiza zebranego materiału wykazała, że członkowie tej wspólnoty raczej nie czują się dyskryminowani. Studentka drugiego roku UŁ powiedziała: Traktują mnie jak ciekawy okaz, ale nie czuję się wyalienowana. Pytają na czym polega moja wiara. Mężczyzna około 30-tki stwierdził: Nie czuję się dyskryminowany. Nie afiszuję się ze swoją innością, ale jeśli trzeba to o niej mówię. Kobieta około 30-tki opowiada, że spotyka się z ciekawością. Ma wielu znajomych spoza swojego kościoła. Ona również nie czuje się dyskryminowana. Zdarzają się jednak głosy wprost przeciwne. Mężczyzna około 50-ciu lat mówi, że spotyka się z niezrozumieniem i to we własnej rodzinie. Żona, jej rodzice i krewni są katolikami. Próbują mnie na siłę nawracać – żali się.

Często w wywiadach przewijało się stwierdzenie, że dany parafianin nie afiszuje się jako protestant, ale nie wstydzi się swojego kościoła. Jeśli rozmowa schodzi na odpowiednie tory, mówi o swojej inności. Zresztą ludzie ci są bardzo wyedukowani w teologicznych kwestiach. Bardzo dobrze znają Biblię i potrafią logicznie argumentować. Często tego rodzaju rozmowy kończą się „dialektyczną klęską” katolików, w przypadku których znajomość Biblii jest bardzo słaba.

Być może tak niski poziom dyskryminacji wiąże się ze słabą pozycją tego kościoła w Polsce. Jeżeli grupa obca spostrzegana jest jako silna i (potencjalnie bądź realnie) zagrażająca interesom grupy własnej, może dojść do wytworzenia uproszczonej reprezentacji tej grupy jako zbiorowego wroga (Kofta, Sędek, 1999). Autorzy nazywają to zjawisko „stereotypem duszy grupowej”. Parafia ewangelicko-reformowana w Łodzi liczy tylko 137 członków, nie może więc być postrzegana jako taka, która zagrażałaby interesom katolików. Jeśli przyjąć, że statystyczny Polak nie zna różnic między kalwinami i luteranami, nawet między protestantami a wyznawcami prawosławia, i przypisuje im wspólną etykietę innowierców, to i tak jest ich tak mało w naszym kraju, że nie mogą być traktowani jako potencjalni wrogowie. Tym właśnie tłumaczyłybyśmy tak niski poziom dyskryminacji. Stereotypizacja ulega intensyfikacji, jeśli grupy nie kontaktują się wcale lub te kontakty są bardzo rzadkie (Stephan, 1999). W przypadku badanej przez nas społeczności nie ma mowy o takiej alienacji. Kalwini w Łodzi pracują z katolikami i mają wśród nich wielu znajomych, a ich dzieci chodzą do szkoły z dziećmi katolickimi. Nie mogło więc dojść do wytworzenia się ?stereotypu duszy grupowej? (Kofta, Sędek, 1999).

Nasi respondenci mówią o mniejszej tolerancji ze strony ludzi starszych. Przez nich rzeczywiście są czasem postrzegani jako innowiercy i określenie to ma wydźwięk zdecydowanie pejoratywny. Rodzice mojej żony nie mogą pogodzić się z myślą, że nie jestem katolikiem – mówi 50-letni mężczyzna. Opinie ludzi starszych oparte są na stosunkowo małej wiedzy, a na silnym komponencie emocjonalnym (red. Chlewiński, 1992). Ludzie ci bardzo silnie przywiązani są do tożsamości Polaka, której nieodłącznym elementem jest katolicyzm. Bez kontrastu między nami i nimi nie istnieje tożsamość etniczna (Bokszański, 1997).

Poziom tolerancji u ludzi, z którymi spotykają się parafianie kościoła ewangelicko-reformowanego w Łodzi jest bardzo różny. Waha się od skrajnej dyskryminacji do pełnego zrozumienia i akceptacji. Zależy to od indywidualnych predyspozycji, socjalizacji, wieku. Jednostka jest właściwie nie tyle nosicielem stereotypu, co jego współtwórcą (Bokszański, 1997).

Nasi respondenci narzekali na bardzo niski poziom wiedzy o ich kościele. Doskwiera mi ludzka ignorancja. My o katolicyzmie wiemy wiele – żali się kobieta, która zgodziła się udzielić nam wywiadu. Spotykają się z bardzo różnymi pytaniami ze strony katolików. Do standardowych należą te o wiarę w Boga, czy o obecność świąt w ich protestanckim kalendarzu, mniej typowe to te o spowiedź powszechną (czy polega na zbiorowym krzyku?), czy też o deptanie wizerunku Maryi w akcie profanacji.
Społeczność kościoła ewangelicko-reformowanego w Łodzi jest społecznością bardzo zintegrowaną, posiadającą silne poczucie przynależności. Więzy charakterystyczne dla tej wspólnoty to więzy pierwotne, bardzo silne, nacechowane emocjonalnością. Kościół ten prowadzi liczne akcje integrujące własnych parafian, jak i akcje ogólnospołeczne, samopomocowe. Uczestniczy bardzo aktywnie w ruchu ekumenicznym w Łodzi. Członkowie tego kościoła nie są, ani nie czują się wyalienowani z łódzkiej społeczności, choć protestantyzm jest bardzo ważnym elementem ich tożsamości. Nie czują się też dyskryminowani. Teraz jest już spokój, ale jakieś dwadzieścia lat temu regularnie wybijano nam szyby w parafii i umieszczano na murach obraźliwe napisy – mówi pastor łódzkiej parafii.

Ks. Semko Koroza

BIBLIOGRAFIA

  1. Aronson E., Psychologia społeczna, Zysk i S-ka, 1997.
  2. Bokszański Z., Stereotyp a kultura, Wrocław 1997.
  3. Kofta, Sędek, Stereotyp duszy grupowej, [w:] Stereotypy i uprzedzenia, red. Z. Chlewiński, PAN, Warszawa 1992.
  4. Stephan W. G., Stephan C. W., Wywieranie wpływu przez grupy, GWP, Gdańsk 1999.

Przyczynek do historii

Kościół Ewangelicko-Reformowany w RP, parafia w Łodzi.

Kościół”, „parafia”, to terminy, które od dawna uczynione zostały metkami dla usystematyzowania formalnych przejawów działalności struktur w Chrześcijaństwie. Jest to jednak ogromne uproszczenie. „Kościół”, „zbór” (tu świadomie posługuję się tym terminem, co wyjaśnię za chwilę) to ludzie.

Jezus nie mówi: „Albowiem gdzie dwaj albo trzej zgromadzeni są w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt. 18, 20) na próżno, ale w ten właśnie sposób - przez społeczność wierzących definiuje swój Kościół.

Jakkolwiek zatem nie kształtowałyby się w historii świata losy tej społeczności wciąż pozostaje prawdą, że kościół, zbór to ludzie, a gdzieś daleko potem dopiero można przypisywać im instytucjonalne znaczenie.

W kontekście lokalnym zatem, my Reformowani, używamy dwóch określeń: zbór - na określenie wspólnoty wierzących i parafia - dla opisania instytucji (dlatego właśnie posłużyłem się terminem zbór powyżej).

Zbór zatem to ludzie.

Od tego właśnie zaczynają się dzieje naszego zboru, od pojawienia się w Łodzi, gdzieś w drugiej połowie XIX wieku naszych współwyznawców.

Ci pierwsi przybyli tu zapewne z pobliskich parafii w Zelowie i Kucowie, osad założonych przez emigrujących do Polski Braci Czeskich, których częstą specjalnością zawodową było tkactwo, co naturalnie zachęcało ich do szukania pracy i zarobków w rozwijającej się Łodzi.

Byli tu jednak również zatrudniani przez łódzkich fabrykantów inżynierowie z Niderlandów i Szkocji.

Rozwijająca się dynamicznie Łódź przyciągała wszystkich, w tym i Reformowanych Ewangelików.

W końcu XIX stulecia ludzie ci, korzystając z gościnności Parafii Ewangelicko-Augsburskiej św. Trójcy (dziś Kość RK św. Ducha przy pl. Wolności) zaczęli organizować nabożeństwa według obrządku reformowanego i zapraszać reformowanego księdza by je prowadził.

W jednym z tekstów dotyczących historii naszego zboru czytamy: „Najstarszy dokument pochodzi z 28 czerwca 1888 r. Jest to pismo Konsystorza Kościoła Ewangelicko-Reformowanego w Królestwie Polskim do Wielmożnych Członków Reprezentantów Filiału Ewangelicko-Reformowanego w Łodzi: Emila Wicke, właściciela fabryki, Leona Karczewskiego, kontrolera Towarzystwa Akcyjnego „Zawiercie”, Wilhelma Grabczyńskiego, majstra tkackiego, wystosowane w związku z tym, że „ewangelicy reformowani w mieście Łodzi i w okolicy zamieszkali odnieśli się do Superintendenta A. [Augusta] Diehla upraszając, ABY W ŁODZI MOGŁY SIĘ ODBYWAĆ NABOŻEŃSTWA [odprawiane] przez duchownego właściwego wyznania”. Konsystorz informuje, że powołał ks. Fryderyka Jelena na duszpasterza filiału zboru warszawskiego w Łodzi [utworzonego decyzją Synodu Kościoła z 1888 r. – przyp. red.], a także o tym, że proboszcz ewangelicko-augsburskiej parafii Św. Trójcy, ks. W. Rondthaler, „okazał się chętnym w zezwoleniu, aby nabożeństwa odbywały się w jego kościele”. 1

Z początku dość rzadkie, potem coraz częstsze, czasem nabożeństwa Słowa, czasem połączone z sakramentem Wieczerzy Pańskiej (tj. komunijne).

Różnorodność tego kształtującego się zboru pokazuje to choćby, że nabożeństwa, a potem również nauczanie przedkonfirmacyjne, odbywały się w trzech językach: część po polsku, część po czesku, a część po niemiecku.

Wkrótce potem zaproszono też do Łodzi kantora, który zajmował się kształceniem zborowych dzieci.

Wedle danych zawartych w rocznym sprawozdaniu Konsystorza za rok 1889 dowiadujemy się, że w powstającym zborze w Łodzi było już wtedy 134 nazwisk, czyli 100 mężczyzn, 76 niewiast i 80 dzieci płci męskiej a 68 płci żeńskiej.

To dużo więcej niż jest w zborze dziś…

Ze względu na to, iż w Parafii E-A św. Trójcy zaproponowano Reformowanym niezbyt korzystne terminy nabożeństw zdecydowano się przenieść je do wynajętej sali w Domu Modlitwy Braci Herrnhutów przy ul. św. Andrzeja 12. Tak zakończył się etap korzystania z kościoła luterańskiego.

Zmieniali się też w Łodzi duchowni. Od 1903 roku dojeżdżał do nas ks. Władysław Semadeni, potem od 1904 Ks. Stefan Skierski. Wreszcie, po ustanowieniu w naszym mieście niezależnego zboru ewangelicko-reformowanego (już nie warszawskiego filiału) w 1910 roku administratorem mianował Konsystorz Ks. Tomasza Tosio z Serejów (dziś na terytorium Litwy).

Rok 1908 przynosi kolejne ważne wydarzenie dla zboru, zbudowano dom zborowy przy ul. Radwańskiej (dziś ulica nazywa się znów jak dawniej).

Rosnący zbór miał rosnące potrzeby i rosnące wydatki. W naszej społeczności rozwiązuje się ten problem poprzez wpłacanie składek parafialnych. Czytamy o tym: „Samodzielność parafii wymagała, aby jej członkowie z własnych środków pokrywali rosnące koszty funkcjonowania placówki. Źródłem dochodów były głównie składki parafialne oraz – w mniejszym stopniu – opłaty wnoszone za posługi religijne. Dla usprawnienia zbierania składek angażowano inkasentów, którzy pobierali 10% od zebranych sum. W 1907 r. postanowiono, że „każdy ewangelik reformowany w Łodzi i w okolicy zamieszkały, bez różnicy płci, stanu i zajęcia obowiązany jest po dojściu 16 lat wieku swego płacić na rzecz zboru najmniej po 15 kopiejek miesięcznie”. W zależności od swych zarobków parafianie wpłacali składki wg kilku ustalonych kategorii.2

Reformowana społeczność to ludzie, ludzie to w tamtych czasach takie sprawy jak ubóstwo i bogactwo, system klasowy, który dopiero wiele lat później zniósł podział na szlachtę i chłopstwo, a także zależności płciowe - edukacja i prawa kobiet i mężczyzn.

W naszym zborze to pierwsze i drugie rozwiązano wybierając do Kolegium Kościelnego (Rady parafialnej) tak bogatych jak biednych nie patrząc na klasę społeczną. W roku 1922 natomiast przyznano kobieto czynne i bierne prawo wyborcze wcześniej przysługujące jedynie mężczyznom.

Umożliwia to wybranie Natalii Jelinek tak delegatką na Synod kościoła, jak i do Kolegium Kościelnego. W tym roku administratorem parafii zostaje też Ks. Ludwik Zaunar.

Dziełem jego życia, jeśli mowa o strukturze umożliwiającej funkcjonowanie zboru było wybudowanie kościoła.

Zawiązał się w związku z tym odpowiedni komitet pod przewodnictwem prezesowej Jadwigi Geyerowej. Gromadzenie funduszy mocno utrudniała galopująca inflacja chętnie akceptowano więc dary rzeczowe jak cegły, deski, etc.

W dniu 17 czerwca 1928 roku uroczyście położono kamień węgielny pod budowę kościoła.

Zanim to jednak nastąpiło dwukrotnie zmieniano projekt budynku. Powodem był pogłębiający się kryzys ekonomiczny i to, że znaczącą część środków przeznaczono dla dotkniętych kryzysem Łodzian.

W końcu wybrano nie okazałe projekty budynku kościelnego najpierw z dwoma wieżami, potem z jedną, ale prostą i skromną bryłę neoklasycystyczną.

Uroczyste nabożeństwo na poświęcenie kościoła odbyło się 2 października 1932 roku.

Był on jeszcze nie otynkowany, brakowało ławek, organów i dzwonów. Na uroczystość przyniesiono więc z sali zborowej ławki i fisharmonię.3

Ławki pojawiły się w ilości dwudziestu długich przeznaczonych dla zboru i dwóch w prezbiterium w roku 1935.

Przy zborze działało Koło Pań, Koło Młodzieży, chór, Biblioteka i szkoła kantoralna. Prowadzone były lekcje w Szkole Niedzielnej i lekcje przedkonfirmacyjne.

Kiedy Ks. L. Zaunar wygrał w Warszawie wybory na drugiego proboszcza Konsystorz skierował do Łodzi Ks. Jerzego Jelena. „Stanęło przed nim pilne zadanie zdobycia funduszy na otynkowanie kościoła. Nakazywała to w trybie natychmiastowym inspekcja budowlana grożąc wysokimi grzywnami. Koszty tynkowania ze względu na konieczność użycia specjalnych tynków, dostosowanych do charakteru budowli, były bardzo wysokie. Postanowiono więc dla oszczędności zrezygnować z zaprojektowanej ornamentyki i chwilowo otynkować tylko – najbardziej widoczny – front kościoła.4

Podczas II Wojny Światowej, która wkrótce wybuchła Ks. Jelen jak wielu nie zdoławszy dotrzeć do swej jednostki wojskowej zdecydował się wrócić do swego zboru w Łodzi, która wówczas znalazła się już w obrębie Rzeszy (Warthegau) i nazywała się Litzmanstadt.

Zbór łódzki usiłowano podporządkować wtedy jednemu z dwóch działających na terenie Warthegau Konsystorzy. Próbowano konfiskować księgi metrykalne.

Kiedy zmuszano również Ks. Jelena by zrezygnował z prowadzenia nabożeństw w języku polskim na rzecz niemieckiego, zmienił język na czeski. Prawdopodobnie to właśnie doprowadziło do jego aresztowania przez Gestapo.

Więziony w okropnych warunkach na terenie Łodzi został następnie przewieziony do obozu koncentracyjnego w Dachau. Tam został zamordowany przez hitlerowców 26 grudnia 1942r.

Nie wiele wiemy o tym okresie w życiu zboru, jako że nie zachowały się żadne protokoły obrad Kolegium Kościelnego ani zapisy w księgach metrykalnych (które wszakże udało się łodzianom uratować przed konfiskatą).

Pierwsze nabożeństwo po zakończeniu działań wojennych odbyło się już w marcu 1945 roku. Poprowadził je warszawski pastor Ks. Dr Emil Jelinek. Ten duchowny doprowadził niestety do emigracji większości członków zboru poczuwających się do bycia Czechami do Czechosłowacji (powodowany apelem Benesza nawołującego Czechów, którzy emigrowali z ojczyzny do powrotu).

Po nim służył zborowi łódzkiemu Ks. Kazimierz Ostachiewicz uprzednio pracujący w Wilnie, który nie chcąc przyjąć sowieckiego obywatelstwa przyjechał do Polski.

Pracował w Łodzi z dużym oddaniem borykając się z powojennymi brakami dotyczącymi tak ludzi, jak i środków.

Powołany potem do Warszawy przez Synod, który powierzył mu obowiązki Superintendenta (tj. Biskupa) wyjechał. Następnym duchownym był powołany ze zboru Zelowskiej Ks. Jarosław Niewieczerzał.

Jego służba w zborze również przypadła na niełatwe czasy. Brak pieniędzy i ludzi mocno dawały się we znaki. W latach powojennych bycie Ewangelikiem naprawdę nie było łatwe. Nie pamiętano o patriotycznym zaangażowaniu Kościoła i jego duszpasterzy, automatycznie utożsamiano natomiast Ewangelików tak Reformowanych, jak zresztą i Augsburskich z Hitlerowskimi okupantami, nawet pomimo tego, iż statystycznie większość z nich była wyznania rzymskokatolickiego.

Kościół i budynek zborowy niszczały. Cmentarz komuniści pomniejszyli o ponad połowę na odebranej części budując przedszkole.

We wspomnieniach przewijają się relacje o ustawicznym wandalizmie tak na terenie cmentarza, jak i zboru gdzie nader często chuliganeria wybijała szyby.

Po śmierci Ks. Niewieczerzała administratorem mianowany został Ks. Zdzisław Tranda z parafii zelowskiej, a po nim w roku 1974 Ks. Jerzy Stahl z Warszawy.

To Ks. Stahl właśnie zaczął odbudowywać z wolna zbór po ciężkich latach wojny i powojnia. Jego żona, Barbara Stahlowa uczyła w Szkole Niedzielnej.

W 1979 roku rozpoczęto pierwszy od wybudowania remont kościoła, choć należałoby chyba raczej mówić o dokończeniu budowy. Wybetonowano fundamenty, otynkowano budynek zborowy i otoczono teren metalowym ogrodzeniem, podłączono oba budynki do miejskiej sieci cieplnej, co pozwoliło na usunięcie niewygodnych w obsłudze pieców.

Podłogę kościoła wyłożono złomkami marmurowymi, pomalowano wnętrze, na chórze pojawiły się organy a nad kazalnicą duży krzyż.

Pierwsze nabożeństwo w wyremontowanym kościele miało miejsce  18 maja 1986 roku.

Po zakończeniu remontu kościoła Ogólne Zgromadzenie Członków Zboru zdecydowało o rozpoczęciu remontu domu zborowego. Dom ten znacznie przebudowano według projektu przygotowanego przez członka zboru, p. Tomasza Motylewskiego.

W połowie 1986 roku pastorostwo Stahlowie, ze względu na bardzo zły stan zdrowia pastora musieli opuścić Łódź. Opiekę nad zborem objął Roman Lipiński - wówczas jeszcze student ewangelickiej teologii.Po ordynacji w roku 1989 Ks. Lipiński przejął formalnie administrację zborem łódzkim po Ks. Stahlu. Pełnił swoje obowiązki do roku 1991 kiedy też skończył się formalnie remont domu zborowego, którego powierzchnia powiększyła się prawie dwukrotnie.

W tym czasie staż przedordynacyjny rozpoczął też w zborze pochodzący z Łodzi absolwent teologii Przemysław Semko Koroza, a jego żona Anna Koroza zajęła się Szkołą Niedzielną..

W latach 1987-1992 zbór łódzki był trzykrotnie świadkiem ordynacji duchownych: ks. Marka Izdebskiego (ord. 1987; administrator parafii łódzkiej w latach 1991-92), ks. Romana Lipińskiego (ord. 1989; administrator parafii do roku 1991) oraz ks. Semka Korozy (ord. 1992).

Ks. Semko Koroza został następnie wybrany pierwszym proboszczem parafii. Od tamtego czasu pełni tę funkcję w zborze.

W tym czasie, pod wpływem zbliżającej się 80 rocznicy poświęcenia kościoła zdecydowano się rozpocząć zbiórkę, a potem z uzyskanych środków wyremontować poddasze i wnętrze kościoła, potem pierwszy raz całkowicie otynkować kościół, a wreszcie nieco później ocieplić budynek zborowy, a wreszcie - w latach 2016 - 2018 - całkowicie odnowić jego wnętrze.

Zbór ewangelicko-reformowany w Łodzi, choć nieliczny, żywo uczestniczy w działaniach ekumenicznych, służy swemu miastu jako przestrzeń kulturalna (jak choćby w projekcie „Reformowany dom kultury” czy licznych wystawach i koncertach).

W roku 2018 jesteśmy jednymi ze współorganizatorów Pierwszej Ekumenicznej Pielgrzymki do Ziemi Świętej.

W początku roku 2018 Łódź zyskała też nowego reformowanego wikariusza, ordynowanego w tutejszym zborze Ks. Michała Koktysza, który choć parę lat przemieszkał w okolicach Warszawy, to jednak pochodzi z naszego miasta, a zatem jest drugim w historii zboru jego łódzkim duszpasterzem.

Z Bożą pomocą będziemy dalej oddawać Bogu chwałę i w nadchodzących latach.

Ks. Semko Koroza
Proboszcz Par. Ewang.-Reformowanej w Łodzi

1 http://www.lodz.reformowani.net.pl/index.php/wczoraj-i-dzis-w-parafii/19-przyczynek-do-historii-zboru-ewang-ref-w-lodzi
2 l. cit.
3 l. cit.
4 l. cit.

Inne dot, zboru łódzkiego:

  1. http://www.lodz.reformowani.net.pl/index.php/2-uncategorised/5-parafia-obecnie
  2. http://baedekerlodz.blogspot.com/2017/02/koscio-ewangelicko-reformowany-w-odzi.html
  3. http://www.lodz.reformowani.net.pl/index.php/remont-kosciola-2012
  4. http://www.lodz.reformowani.net.pl/index.php/slynni-parafianie
  5. http://www.lodz.reformowani.net.pl/index.php/duchowni
  6. http://www.radioplus.pl/wiadomosci-lokalne-czytaj/111150/parafia_ewangelicko-reformowana_do_1939_roku
  7. http://www.radioplus.pl/wiadomosci-lokalne-czytaj/110287/wystawa_500_lat_reformacji_do_konca_maja
  8. http://www.radioplus.pl/wiadomosci-lokalne-czytaj/109798/wystawa_biblijna_w_kosciele_ewangelicko-reformowanym
  9. http://www.polskaniezwykla.pl/web/place/27130,lodz-kosciol-ewangelicko-reformowany.html
  10. https://www.youtube.com/watch?v=Zn3WEdjuczc
  11. https://dzienniklodzki.pl/lodzcy-ewangelicy-reformowani-swietuja-rocznice-zdjecia/ar/672593
  12. https://www.facebook.com/ReformowaniLodz
  13. https://pl.wikipedia.org/wiki/Parafia_Ewangelicko-Reformowana_w_Łodzi

Kontakt

Parafia Ewangelicko-Reformowana w ŁODZI
nr. 24 1140 2017 0000 4402 0329 4725
93-574 Łódź, ul. Radwańska 37
tel./fax (0-42) 637-74-44
ks. Semko Koroza, proboszcz
ur. 26 XI 1965; ord. 26 IV 1992 (adres i tel. jw.)
e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
www.lodz.reformowani.net.pl

Getting Started

It's easy to get started creating your website. Knowing some of the basics will help.

What is a Content Management System?

A content management system is software that allows you to create and manage webpages easily by separating the creation of your content from the mechanics required to present it on the web.

In this site, the content is stored in a database. The look and feel are created by a template. Joomla! brings together the template and your content to create web pages.

Logging in

To login to your site use the user name and password that were created as part of the installation process. Once logged-in you will be able to create and edit articles and modify some settings.

Creating an article

Once you are logged-in, a new menu will be visible. To create a new article, click on the "Submit Article" link on that menu.

The new article interface gives you a lot of options, but all you need to do is add a title and put something in the content area. To make it easy to find, set the state to published.

You can edit an existing article by clicking on the edit icon (this only displays to users who have the right to edit).

Template, site settings, and modules

The look and feel of your site is controlled by a template. You can change the site name, background colour, highlights colour and more by editing the template settings. Click the "Template Settings" in the user menu.

The boxes around the main content of the site are called modules. You can modify modules on the current page by moving your cursor to the module and clicking the edit link. Always be sure to save and close any module you edit.

You can change some site settings such as the site name and description by clicking on the "Site Settings" link.

More advanced options for templates, site settings, modules, and more are available in the site administrator.

Site and Administrator

Your site actually has two separate sites. The site (also called the front end) is what visitors to your site will see. The administrator (also called the back end) is only used by people managing your site. You can access the administrator by clicking the "Site Administrator" link on the "User Menu" menu (visible once you login) or by adding /administrator to the end of your domain name. The same user name and password are used for both sites.

Learn more

There is much more to learn about how to use Joomla! to create the web site you envision. You can learn much more at the Joomla! documentation site and on the Joomla! forums.